Kultura - Kabaret | Kino i film | Książki | Muzyka | Teatr | Poezje
Sztuka - Fotografia | Szkic i malarstwo | Tatuaż | Taniec

Zaczyna się niepozornie. Na przedmieściach Łodzi rodzi się chłopiec. Syn krawcowej i drukarza. Wychowuje się na Bronksie, a potem robi międzynarodową karierę…Bajka? Nie. Życie Daniela Libeskinda.
Kto nie wie, kim jest, niech się wstydzi. Nie trzeba nawet znać się wielce na sztuce, by wiedzieć, że Libeskind to najlepszy architekt na świecie. Europa może się pochwalić wieloma jego budynkami. Wkrótce do dumnego korowodu miast dołączy Warszawa. Stanie w niej symboliczna wieża w kształcie skrzydła orła. Dokładnie na Złotej 44. Orzeł, patriotyczny znak dla Polski. Wybór kształtu to zgoda na sentymenty wobec kraju dzieciństwa ? I czy jego budynek przesłoni choćby Pałac Kultury ? Tego będziemy mogli się dowiedzieć już niedługo.
W jego rodzinnym albumie Daniel śmieje się , stojąc na zakopiańskiej łące , z jelonkiem. Widać też Daniela , jako nastolatka z Nowego Jorku oraz jego ojca z trojgiem dzieci i uśmiechniętą żoną. A na koniec, by nie przedłużać, dojrzałego, siwego mężczyznę przed nowoczesnym, odbijającym słońce budynkiem według własnego projektu. Tak się prezentuje skrawek rzeczywistości rodzinnej Daniela Libeskinda, ekstrawaganckiego geniusza architektury. Muzeum Żydowskie w Berlinie, Imperial War Museum North w Manchesterze, Muzeum Sztuki w Denver zapewnili mu uznanie. Światową sławę przyniósł mu projekt zagospodarowania pustki po Word Trade Center. Libeskind nie dawno opublikował autobiografię Przełom : przygody w życiu i architekturze. Pisze tam o dzieciństwie w Polsce. I naprawdę wraca do Warszawy…
Często się mówi, że na decyzje chłopców mają wpływ ich ojcowie. A w tej historii jest zdecydowanie odwrotnie. Libeskind przyznaje , że to matka miała wpływ na wybór kierunku studiów. Wielu jego kolegów, dzięki zachętom matek wybrało właśnie architekturę.
Matka Daniela uważała, że architektura to królowa wszystkich sztuk, połączenie matematyki, poezji, astronomii. No i, że po tych studiach nie skończy jako zapoznany artysta bez grosza przy duszy. Matka jego była, jak sam mówi szalenie niezależną kobietą, z buntowniczą naturą. Jej zawdzięcza nonkonformizm. Mimo, że nękana przez komunistów za prywatną inicjatywę utrzymywania własnego zakładu krawieckiego, nigdy nie uległa kontrolom. Stukot jej maszyny do szycia, to wspomnienie łódzkiego dzieciństwa. Matka wówczas robiła gorsety dla zamożnych kobiet, a wieczorami czytała Spinozę i Nietzschego.
Wspomnienie Łodzi, to przede wszystkim szarość i smutek. Nie można było tam nawet rozmawiać na ulicy w jidysz. Atmosfera manufaktur i przemysłu nie wzbudzała pozytywnych uczuć w Danielu.
Gdy miał 11 lat jego rodzice, zdecydowali się na przeprowadzkę do Izraela. Izrael oszołomił go światłem; niebo i morze, przepięknie błękitne. po burej Polsce to była dla niego miła niespodzianka. Wszystko było nowe, świeże. państwo dopiero powstało, więc cnie myślano o historii, tylko o przyszłości. To było idealne miejsce dla ojca Daniela, który był optymistą, niesłychanie młodzieńczym, szybko zapominającym o tym, co złe. Ale Izrael nie okazał się być na długo przystanią. Rodzice, szukając coraz to nowszych źródeł utrzymania, zdecydowali się na wyjazd do Nowego Jorku. Ojciec znalazł pracę w drukarni, a matka zatrudniła się przy farbowaniu i przyszywaniu futrzanych kołnierzy. Dopiero w Nowym Jork, mieście emigrantów poczuł się naprawdę sobą. Rozpoczął grę na akordeonie i miał w swoim repertuarze Bacha, Rimskiego-Korsakowa. W Stanach dostał prestiżowe stypendium, żeby rozwijać swoje umiejętności, tyle tylko, że liczba utworów na akordeon jest dość ograniczona. Na inny instrument było już za późno , więc wtedy rozpoczął przygodę z rysunkiem.
Wydać się to może dziwne, ale Libeskind zaczął pracować porządnie dopiero w średnim wieku. Najwyraźniej długo dojrzewał. U niego najpierw była refleksja, potem aktywność. Amerykanie nazywają takich jak on late bloomers. Najpierw musiał coś przeżyć, doświadczyć. Zajmował się muzyką, potem uczył teorii architektury, wykładał na uniwersytecie w Pensylwanii, Yale i wielu innych. Nie przyjmował tradycyjnych metod budowy czegokolwiek. Robił rewolucję na papierze. Stawiał pytania, dlaczego ściany mają być ustawione pod kątem prostym? Czy nie mamy innych kątów ? Czy projektowanie trzeba zaczynać od umieszczenia na planie toalety o ściśle określonych parametrach ? Niektórym wydawało się to skandaliczne. Dla niego architektura jest sztuką. Nie powinna się zatem poddawać ślepym, wciąż tym samym wytycznym. Nie jest czystą techniką. Ale to nie sztuka dla sztuki. Libeskind pragnie by jego budynki wywoływały pewne uczucia. Tak było z Muzeum Żydowskim w Berlinie. Są w nim ciemne sale, w których jedyne światło wydostaje się wąską strużką z podłogi. jest ogród, w którym rosną owoce tak wysoko, że nie można ich dosięgnąć. Symboliczne. Z kolei w Muzeum Feliksa Nussbauma, zaszczutego przez hitlerowców malarza, trudno znaleźć wyjście. Ginie się w labiryncie. Dlatego też Libeskind rezygnuje z projektowania rezydencji dla bogaczy.
Jak sam się nazywa, jest architektem pustki. Dlatego tez tak bardzo zależało mu na zapełnieniu miejsca po wieżach WTC w Nowym Jorku. Podczas, gdy inni snuli wizje oszałamiających drapaczy chmur, które staną w tym miejscu, on postanowił uczcić tych, którzy zginęli. jego projekt sięga w głąb ziemi. Wraz z żoną był na miejscu, gdzie zdarzyła się ta tragedia. Był wstrząśnięty i uznał, że ślad po zniszczeniach nie powinien zostać zatuszowany.
A czym Libeskind zajmuje się, gdy nie trzyma w ręku ołówka i nie kreśląc kolejnych linii ? Na co dzień, kiedy nie pracuje, spaceruje, gra w szachy, medytuje, czyta Tołstoja, Dostojewskiego, Derridę. I ulubionego Bergsona.
I zataczamy koło. Znów Warszawa, dlaczego akurat to miasto, ta ulica ? Tu zwycięża nie tylko lokalizacja, bliskość Pałacu Kultury ale tez historia. Kilka ulic dalej, na Twardej, mieszkała i spędziła dzieciństwo jego matka. Libeskind podkreśla, że pragnie aby jego projekty miały ciało i duszę. By mówiły w jego imieniu.