Uroda - Kosmetyki | Makijaż | Pielęgnacja i zabiegi | Porady | Polecane artykuły | Uroda
Moda - Bielizna | Moda damska | Moda dziecięca | Moda męska | Trendy | Moda
Dziecko - Ciąża i poród | Małe dziecko | Niemowlę | Porady i wychowanie | Zdrowie
Inne - Life style | Milość i seks | Po godzinach | Ślub i wesele | Sklep fryzjerski

Erotomania u kobiet nosi nazwę nimfomanii lub zespołu Messaliny. Jest wpisana do Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych, zatem z medycznego punktu widzenia jest chorobą. Jednak wiele kobiet uważa, że jest inaczej… dlaczego?
Jak to bywa w przypadku zaburzeń psychicznych chory najczęściej nie zdaje sobie sprawy z tego, że ma jakiś problem. Zaburzenia popędu seksualnego są na tyle trudne do zdefiniowana, na ile możemy określić, czy dana liczba odbytych stosunków seksualnych jest „normalna” czy nie. Kto ma prawo ustalać takie granice?
Uczeni określają nimfomanię jako zaburzenie impulsów, które prowadzi do wzmożonego pobudzenia seksualnego, które z kolei powoduje ciągłą chęć przeżywania tego napięcia. Często kobiety dotknięte tą przypadłością pragną kochać się w najróżniejszych miejscach, które teoretycznie nie są do tego przeznaczone. Która z nas nie pomyślała kiedyś, żeby uprawiać seks w przymierzalni w sklepie? Czy to już nimfomania? Nie przesadzajmy…
Ochota na seks to przecież nic złego. W dobie wolności i emancypacji, panie przestały bać się mówić, że tego chcą, bo mogą zostać obdarowane epitetem: dziwka. „Łajdaczenie się” dziś jest pojęciem odrobinę przestarzałym. Mężczyźni nigdy nie będą narzekać na kobietę, która chce się kochać codziennie – to podbudowuje ich męskość. „Skoro ona ciągle ma na to ochotę, to jestem w tym naprawdę dobry!”. Tak to sobie chłopcy tłumaczycie….
Facetów kręcą kobiety, które wiedzą, czego chcą – zwłaszcza jeśli mowa o seksie. Jest wtedy dla niech nie lada tajemnicą, wyzwaniem i podnietą. Niestety często nie chcą wiązać się z nią na stałe, ponieważ obawiają się, że miała przed nimi wielu facetów i będzie miała jeszcze wielu po nim, bo w końcu się znudzi lub po prostu nie podołają na dłuższą metę. Oni tylko tak mówią, że chcieliby taką dominę w łóżku, która pierwsza zaczyna figle. Kilka razy dziennie, codziennie – niestety długo nie wytrwają, baterie się skończą i zaczną mówić, że boli ich głowa… a szkoda!
Niestety są przypadki, kiedy chęć na seks jest naprawdę chorobliwa. Dzieje się tak wtedy, kiedy zakłóca nasze normalne funkcjonowanie. Marzenie o zbliżeniu z mężczyzną, z którym masz spotkać się wieczorem lub który wpadł Ci w oko w tramwaju, to nic groźnego. Nieciekawie robi się wtedy, kiedy tej chęci nie potrafisz opanować i jesteś zmuszona rozładować ją na kimkolwiek, gdziekolwiek – byle szybko! Wtedy należy się zastanowić, czy to nie początek zaburzeń psychicznych – bo jak doskonale wiemy, u nas wszystko dzieje się w głowie.
Uprawiasz seks często z facetem, który Cię pociąga – w porządku. Która z nas by tak nie chciała? Kochasz się z każdym, dla samego zbliżenia – tu powinien włączyć się alarm ostrzegawczy. I moim zdaniem na tym polega różnica między kobietą, która lubi się kochać często a nimfomanką. Może to nie jest wniosek poparty naukowo, ale chyba brzmi logicznie?
Zawsze byłyśmy krzywdzone na płaszczyźnie kontaktów fizycznych. Dopóki panował „męski ciemnogród”, określano nas mianem dziwki i ladacznicy, kiedy próbowałyśmy spełniać nasze żądze i pragnienia. Mężczyzna, jako ten ogier nieokiełznany, oczywiście musiał dać upust swoim potrzebom i to było jak najbardziej normalne. Dziś – mamy medycynę, psychologię i równouprawnienie i wymyślono dla nas nimfomanię. Nie przeczę, że choroba ta istnieje i stworzono dla niej drogę leczenia, opartą na farmaceutykach i terapii pod opieką psychologa. Jest to nadzieja dla cierpiących na to zaburzenie. Jednak, jak to w historii męskiej dominacji bywa, pojęcie to jest często nadużywane i znowu możemy czuć się pokrzywdzone. Kiedy w końcu możemy mówić i robić co chcemy to zaszufladkują nas do chorych psychicznie, bo przecież kobieta nie może ciągle pragnąć seksu! To takie niezgodne z wizją jej niewinności i symboliki matki, opiekunki domowego ogniska. A potem narzekają, że nie chcemy i zdradzają z tą, która chce – bo taka już natura mężczyzny.
Nie pozostaje nam nic innego, jak znaleźć złoty środek moje panie, zatem – do dzieła!
Nina B.